|
#31
|
|
|
|
|
Dnia 2010-03-10 14:25, Uzytkownik Piotr Wyderski napisal:
> Tylko po co tracic czas, skoro stawalo sie to coraz mniej istotne? > Aby cos udowodnic? Komu? W jakim celu? Moze zle zrozumialem, ale byla mowa o rezygnacji pod sam koniec. Rozumiem, ze ktos rezygnuje w ciagu pierwszego roku. Ale pod sam koniec, to pachnie albo powyzszymi sytuacjami, albo jakims brakiem doroslosci i konsekwencji. Znam tez (ale jednego, a nie czterech), który zrezygnowal z ukonczenia studiów bedac na ostatnim roku. Analogiczna sytuacja, ale mgr. Cos mu sie nagle porobilo. I nie klócil sie z promotorem. Nie rozumiem i nie zrozumiem... Ale moze jestem niedzisiejszy. No i... przede wszystkim nie musze go/Ciebie/kogokolwiek rozumiec :) L. |
|
|
|
#32
|
|
|
|
|
Lukasz wrote:
> Moze zle zrozumialem, ale byla mowa o rezygnacji pod sam koniec. > Rozumiem, ze ktos rezygnuje w ciagu pierwszego roku. Ale pod sam koniec, > to pachnie albo powyzszymi sytuacjami, albo jakims brakiem doroslosci i > konsekwencji. Rezygnacja pod sam koniec czasem jest wynikiem pilnej obserwacji mechanizmów dzialania skomplikowanej maszyny nadawania stopni naukowych. Maszyna ta posiada cechy, które po paru latach studiowania dr ludziom o wewnetrznej uczciwosci zaczyna po prostu psuc samopoczucie. Tak, widze to z doswiadczenia i _doskonale_ rozumiem osoby, ktore po dwóch-pieciu latach entuzjazmu dostrzegajac caloksztalt tego procesu nie widza sensu kontynuacj i porzucajac te stracone lata za soba kreslac nowe cele. W dodatku osoby robiace dr czesto obserwuja swoich kolegow nie robiacych dr i widza przepasc finansowa/czasowa/kariery/wiedzy praktycznej która poglebia sie w miare zblizania sie do konca obrony. Rezygnazcja to nie brak konsekwencji tylko chlodna kalkulacja kosztów i odwaga przyznania sie do bledu. PS. Robienie dr to nie jest wspaniala zabawa. To produkcja papierów, uzeranie sie z recenzentami czesto nie majacymi pojecia o co chodzi, obowiazkowa dydaktyka, brak mozliwosci zarobkowania w sensowny sposób poza (godziny pracy niewielkie, ale za to rozrzucone np. po calym tyg), produkcja publikacji metodami J.Bieleckiego i pieniadze które uragaja godnosci studenta. Czesc osob po prostu daje sobie spokoj w trakcie, bo po pierwszym roku nie widac jeszcze calosci tych wspanialosci a czlowiek ciagle jest na fali checi wyróznienia sie czyms po zdobyciu mgr. |
|
#33
|
|
|
|
|
On Wed, 10 Mar 2010 23:44:25 +0100, Sebastian Bialy
<heby> wrote: >PS. Robienie dr to nie jest wspaniala zabawa. Podpisuje sie pod wszystkim co powiedziales. Bardzo niestety, bo mnie to dotyka. >pieniadze które uragaja >godnosci studenta. Z tym sie nie zgodze. a) godnosci na pewno to nie uraga, nawet jesli nie byloby stypendium b) stypendium jest az nadto wystarczajace -- w koncu to nie czas na robienie wielkiego biznesu, tylko nauke, zwlaszcza jak sie poczyta biografie wielkich naukowcow to ta kwestia jest smieszna (bez obrazy) c) podwyzszenie stypendium mogloby spowodowac naplyw kombinatorow, ktorych i tak jest pelno na mgr d) jest mozliwosc zdobycia stypendium naukowego i grantow Duzo wiekszy wplyw (negatywny) niz male pieniadze (bo sie zgadzam ze sa male, tyle ze nie "za male") jest dydaktyka. Albo to sie robi porzadnie i czesc badawcza jest w plecy, albo nieporzadnie, ale wtedy to hipokryzja. milego dnia, hej |
|
#34
|
|
|
|
|
Witam,
> >pieniądze które urągają > >godności studenta. > > Z tym sie nie zgodze. > > a) godnosci na pewno to nie uraga, nawet jesli nie byloby stypendium > b) stypendium jest az nadto wystarczajace -- w koncu to nie czas na > robienie wielkiego biznesu, tylko nauke, zwlaszcza jak sie poczyta > biografie wielkich naukowcow to ta kwestia jest smieszna (bez obrazy) Kasa jest zerowa w porownaniu z wydatkami i w kontekscie, ze wielu doktorantow ma juz swoje rodziny. > c) podwyzszenie stypendium mogloby spowodowac naplyw kombinatorow, > ktorych i tak jest pelno na mgr Definitywnie, ale czesto klauzula o nie pracowaniu na etat lub pol jest dobijajaca. Obejsciem na to jest praca jako konsultant, kontraktor, wlasna firma - ale to kosztuje cala buhalterie ktora trzeba odwalac lub placic komus, co powoduje dodatkowe obciazenie. > d) jest mozliwosc zdobycia stypendium naukowego i grantow Granty nie sa rozpatrywane na pierwszym roku, bo trzeba miec otwarty przewod, co nastepuje zazwyczaj po drugim roku, czyli tak naprawde gran masz na ostatnim roku. > Duzo wiekszy wplyw (negatywny) niz male pieniadze (bo sie zgadzam ze > sa male, tyle ze nie "za male") Definitywnie zamale i za trudno organizowac wsparcie. Np. bez grantu ciezko kupic oprogramowanie i sprzet potrzebny doktorantowi. Rowniez ciezko finansuje sie oplaty za publikacje i konferencje. Z grantem jest lzej ale tak jak mowie srednio to dotyczy ostatniego roku. > jest dydaktyka. Albo to sie robi porzadnie i czesc badawcza jest w plecy, To zalezy od tego jak dydaktyka laczy sie z tematem pracy. > albo nieporzadnie, ale wtedy to hipokryzja. Pozdrawiam, |
|
#35
|
|
|
|
|
On Sun, 07 Mar 2010 00:42:18 -0800, wo3kie wrote:
> Hej, > > Czy pracujac w przemysle, i wiazac swoja przyszlosc z przemyslem a nie > praca na uczelni, > jest sens robic doktorat? > > Jakie jest wasze zdanie i przemyslenia na tej temat? > > Lukasz Ja ma przemyslenia nieco innej natury - mianowicie dotycza one odsetku doktorów w tej dyskusji. Obawiam sie obraz przedstawiony tu moze byc nieco niekompletny. :) |
|
#36
|
|
|
|
|
Maciej Pilichowski wrote:
> b) stypendium jest az nadto wystarczajace To jest dosc typowa opinia osoby, która zaraz po studiach zabiera sie za dr i dostaje skok finansowy z 300zl stypendium studenckiego do ~1500zl stypendium doktoranckiego (acz nie znam aktualnej wysokosci). Sam sie na to zlapalem. Niestety prawda jest zupelnie inna: a) To jest niewystarczajace dla pelnej rodziny z dzieckiem. Z czasem zaczniesz sie zastanawiac czy wydac na mleko dla dziecka czy na konferecje. b) Uczelnie zabezpieczaja sie w bezczelny sposób stosujac zakazy pracy na etacie. Oficjalnie skazuja doktoranta na wegetacje finansowa. Nieoficjalnie i tak sporo z nich pracuje na "zlecenia" na okolo, wiec to tylko pic. Ale brak skladki rentowej i lat pracy juz picem nie jest. A to zaboli za 30 lat. c) Czasem zalapiesz sie na 0.5 etatu na uczelni. Pensja jest glodowa, roboty masa. I blokuje to prace na zewnatrz. I ma/moze miec dodatkowe ficzery jak np. zwalnianie na wakacje (trawa wszak soczysta). d) Obserwujesz przez okno kolesi kopiacych rowy i dysponujacych 4x wieksza kasa. To demotywuje. Naprawde. e) Granty to nie pieniadze do kieszeni. Ich wplyw na sytuacje finansowa doktoranta jest, ale nie zasadniczy. f) Stypendium nie zawsze dostaniesz. g) Koszta poboczne obrony sa ogromne, jesli nie pracujesz na uczelni. Na pewno ogromne porównujac je do stypendium. h) Prowadzenie dydaktyki moze byc nietrywialne (tracisz czas-pieniadze na przygotowanie sobie zajec). Chyba nie dasz wiary, ze doktorant dostanie adekwatne zajecia do swoich mozliwosci? On dostanie glównie odpady których nikt z pracowników etatowych nie chce kijem ruszyc. i) Nadgodzin nie ma, w wielu miejscach godzin jest na styk dla pracowników. Nie ma jak dorobic. W Informatyce jest o tyle lepiej, ze czasem obce kierunki zlecaja godziny, ale nie ma tego wiele. Zapewne tez dostaniesz cos "na zacznych" co znacza, ze weekendy masz przeciete zajeciami w sobote o 12 i w niedziele o 15. i) Pod koniec podliczasz 4 lata robienia doktoratu pod katem tego ILE doswiadczenia przeliczalnego na pieniadze mial bys w przemysle. I nie wychodzi za dobrze. Nawet dodajac wyzsza pensje jak juz sie zatrudnisz z dr. Finanse jak zaczynasz nie stanowia problemu, to i tak awans z zycia studenckiego. Po 2-3 latach, kiedy rodzi sie pierwsze dziecko zaczynasz rozumiec dlaczego warto to wszystko rozsadznie policzyc. Robienie dr ma sens tylko wtedy kiedy jestes ustawiony finansowo przynajmniej przecietnie. Ja sobie zdaje sprawe, ze przedstawiam wszystko w bardzo niekorzystnym swietle, ale tego nikt tak nie stawia na plakatach zachecajacych do podjecia studiów. Nawet jesli przesadzam to na plakatach tez przesadzaja w druga strone. Po prostu zanim zacznie sie dr trzeba przeprowadzic rachunek zysków i strat. Bo straty tez sa. I to znaczne, ale to widac kiedy sie jest blizej konca. > c) podwyzszenie stypendium mogloby spowodowac naplyw kombinatorow, > ktorych i tak jest pelno na mgr Znajdziesz ich tez na dr. Zaryzykuje nawet, ze tam jest latwiej sie ukrywac. Nie ma rygorów egzaminów. Mam subiektywne spojrzenie na calosc i niestety pesymistyczne. Potraktowac wiec nalezy moje wypocinyz dystansem. IT to takie miejsce, gdzie tytuly naukowe nie maja jakiegos ogromnego znaczenia. Wiec robienie dr z IT ma inny cel niz kolegów z kierunków humanistycznych. Dla nich dr moze miec kompletnie inne znaczenie przy szukaniu pracy. Zaznaczam wiec, ze pisze to z perspektywy IT gdzie sa mozliwosci inne (lepsze?) rozwoju. |
|
#37
|
|
|
|
|
Lukasz wrote:
> Dnia 2010-03-10 09:42, Uzytkownik Piotr Wyderski napisal: > >> Po przecinku zabraklo akapitu m.in. o wyleczeniu sie ze zludzen, >> przewartosciowaniu priorytetów i wynikajacym z tego powtórnym >> wyznaczeniu funkcji celu. Wówczas mialbys z grubsza pelny obraz. > > A ja mysle, ze takie filozofowanie o doktoracie, ma czasem inne oblicze > od drugiej strony. > > Znam 4 osoby, które zrezygnowaly z obrony tuz przed koncem studiów > doktoranckich. Przyczyny byly takie. o doktoracie sie nie wypowiem, bom ciemny lud, ale opowiem moja przygode z tzw. elitarna uczelnia literka A, literka G, literka H :) dawno temu, gdy na swiecie byly jeszcze smoki, dziewice i 386 z kooprocesorem bylem sobie informatykiem samoukiem (w pilke tez gralem). pozniej ukonczylem sobie w pewnej wiosce na podkarpaciu technikum o profilu elektronika ogolna. bedac mlodym i niedoswiadczonym chcialem zdawac na WAT, ale znajomy prawnik wojskowy mojej matki uswiadomil mnie, ze bez powaznych plecow moge o tym zapomniec, bo ani sprawnosc fizyczna, ani wyniki egzaminow nie decyduja o przyjeciu. po takim przyziemieniu przeanalizowalem ubiegloroczne testy na informatyke UWarszawskim i stwierdzilem, ze albo jestem za glupi na UW albo nie chce mi sie zalatwiac odpowiedzi. zlozylem wiec papiery na AGH na kierunek (szacujac oblozenie kierunkow i natezenie plecow) AiR, specjalizacja - inf. w sterowaniu i zarzadaniu. dostalem sie na dzienne i rozpoczela sie moja przygoda... pierwsze dwa lata, to byla krew, pot i lzy na czterech odszczepach matematyki, dwoch fizyki, wf-ie o 7 rano, quake3ctf do rana i litrach wodki :) dzieki temu dzis potrafie wyprowadzic z calek wzor na objetosc kuli, bawic sie z ludzmi i zabijac railem po spozyciu :) bardzo milo wspominam tez pania profesor od probabilistyki za wielokrotna weryfikacje mojej wiedzy, doktora ze wschodnim akcentem za nietrywialne przyklady rownan rozniczkowych i bibliografie cyrylica, doktora od analizy matematycznej za poczucie humoru i dobry przekaz wiedzy, profesora od automatyki za filozofie i pragmatyzm. reszta byla ponizej moich oczekiwan, doktoranci/doktorzy lali cieply mocz na zajecia bo mieli wazniejsze sprawy, wiekszosc profesorow/doktorow wykladala wiedze nie na czasie, a jeszcze inni pragneli psychicznie zgnoic studentow dla podreperowania wlasnego ego. ziewajac z nudow jakos to gowno trzeciego roku przepynalem i dotarlem do czwartego. niestety tu nadal nie bylo ze strony prowadzacych poprawy, a mi oprocz pracy wyskoczyly jeszcze wazne sprawy osobiste zjadajace cenny czas. zaparalem sie lekko i postanowilem przeniesc na studia zaoczne tego samego kierunku, by mimo wszystko dociagnac tego magistra do konca, ale na drodze mej swietlanej kariery wyrosl dziekan zaocznych, ktory wspanialomyslnie stwierdzil, ze wiekszosc (poza matma, fiza, wf-em, itp) przedmiotow ze studiow dziennych literalnie nie pokrywa sie z tymi z zaocznych i nie moze mi w zasadzie nic przepisac. sprowadzil mnie tym samym do poziomu drugiego roku, sporych zaleglosci programowych i myslal, ze go jeszcze chyba w posladek bede calowal, ale jeblem drzwiami i wyszlem, bo takiego stanu rzeczy i parcia na kase zniesc nie moglem. od tamtej pory pracuje w przemysle, mam szczesliwa rodzine, dogladam opensource, w wolnych chwilach z ludzmi na poziomie i wiedza na czasie robie na prywatnej uczelni inzyniera i nic ponadto. reasumujac, o AGH jako calosci mam dosc niskie mniemanie i bardziej (z opwiadan kolegow) podoba mi sie model uniwerku wroclawskiego, gdzie studentow od pierwszych lat wylapuje i sponsoruje przemysl, dzieki czemu nie musza sie kisic na glodowych stawkach uczelni i realizuja sie zarowno zawodowo jak i naukowo. |
|
#38
|
|
|
|
|
> Lukasz wrote:
[..] > nie moglem. od tamtej pory pracuje w przemysle, mam szczesliwa rodzine, > dogladam opensource, w wolnych chwilach z ludzmi na poziomie i wiedza > na czasie robie na prywatnej uczelni inzyniera i nic ponadto. > > reasumujac, o AGH jako calosci mam dosc niskie mniemanie i bardziej > (z opwiadan kolegow) podoba mi sie model uniwerku wroclawskiego, > gdzie studentow od pierwszych lat wylapuje i sponsoruje przemysl, > dzieki czemu nie musza sie kisic na glodowych stawkach uczelni > i realizuja sie zarowno zawodowo jak i naukowo. > ja swoje studia (fizyka na UMK) wspominam dobrze - kilkat studiow czesciowo podobny - wiadomo studia (nie gralem swego czasu w quaki ale gralem mase w adoma), i tez - jak o tym ostatnio mysle mialbym moze pewne male zastrzezenia do ze dwu profesorów - ktorzy o malo mnie nie oblali :/ - jeden na poczatku drugi na koncu (no ale kij moglem sie wiecej uczyc) generalnie zas jednak o innych mialbym b. dobre zdanie - generalnie na studiach uczylem sie algebry i analizy a fizyki dosyc malo poniekad potemu ze fizyka okazala sie nie taka prosta do pojecie - jak to kiedys mowilem pierscień liczb calkowitych jest _jeden_ grupa SU(2) jest _jedna_ a w studenckiej fizyce atom nie jest jeden tylko jest cale mrowie modeli jest jeszcze ew ten fizyczny itd - mowi sie o wszystkim na raz i na krzyz (a przynajmniej tak to odbieralem) i trudno zaprawde sie polapac - przynajmniej w tak krotkim czasie -- ale nie zrezygnowalem z zainteresowania fizyką - choc ostatnie pare lat malo co o tym doczytuję - pewnie wrocę do tematyki fir z zainteresowania |
|
#39
|
|
|
|
|
W dniu 11.03.2010 18:36, Maciej Wawrzynczuk pisze:
> > Ja ma przemyslenia nieco innej natury - mianowicie dotycza one odsetku - chyba odsetka, zawsze mozna uzyc slowa "procent" (mi sie np. lepiej kojarzy ;) ) gdy sie nie ma pewnosci. > doktorów w tej dyskusji. Obawiam sie obraz przedstawiony tu moze byc > nieco niekompletny. :) No tos dolozyl cenny glos do dyskusji - oznajmiajac wszystkim ze cos na ten temat przymysliwujesz, ale nie powiesz co. Moze doprecyzuj ? Pozdrawiam, |
|
#40
|
|
|
|
|
On 12-03-2010 12:26, Miroslaw Habarta wrote:
> W dniu 11.03.2010 18:36, Maciej Wawrzynczuk pisze: >> >> >> Ja ma przemyslenia nieco innej natury - mianowicie dotycza one odsetku > - chyba odsetka, zawsze mozna uzyc slowa "procent" (mi sie np. lepiej > kojarzy ;) ) gdy sie nie ma pewnosci. >> doktorów w tej dyskusji. Obawiam sie obraz przedstawiony tu moze byc >> nieco niekompletny. :) > > No tos dolozyl cenny glos do dyskusji - oznajmiajac wszystkim ze cos na > ten temat przymysliwujesz, ale nie powiesz co. Moze doprecyzuj ? > Prosze Cie, przekaz jest oczywisty, wypowiadaja sie osoby nieposiadajace tytulu dr trudno oczekiwac iz powiedza ze doktorat to super sprawa wazna itp. Wypowiedz osoby z zakonczonym doktoratem byly n x bardziej wriarygodne. Pozdrawiam Marek |
|
#41
|
|
|
|
|
W dniu 12.03.2010 12:43, Marek Borowski pisze:
> On 12-03-2010 12:26, Miroslaw Habarta wrote: > Prosze Cie, przekaz jest oczywisty, wypowiadaja sie osoby nieposiadajace > tytulu dr trudno oczekiwac iz powiedza ze doktorat to super sprawa wazna > itp. Wypowiedz osoby z zakonczonym doktoratem byly n x bardziej > wriarygodne. > No to moze w sygnaturce kazdy powinien dopisac posiadany tytyl/stopien itepe ;) ? A tak powaznie, faktem jest, ze wiekszocc ludzi ma sklonnosc do racjonalizacji swoich wyborów - jakos tak dziwnie brak mi tutaj glosów typu: "...mialem szanse zrobic dr, ale inne wzgledy zadecydowaly.... teraz zaluje, ze tego nie zrobilem ..." Albo z drugiej strony "zrobilem doktorat, teraz zaluje zmarnowanego czasu, te dwie literki to se moge w d... wsadzic, zupy z tego nie ugotuje..." Moze wtedy byloby faktycznie wiarygodniej. |
|
#42
|
|
|
|
|
Seweryn Habdank-Wojewódzki wrote:
> Witam, > >>> pieniądze które urągają >>> godności studenta. >> Z tym sie nie zgodze. >> >> a) godnosci na pewno to nie uraga, nawet jesli nie byloby stypendium >> b) stypendium jest az nadto wystarczajace -- w koncu to nie czas na >> robienie wielkiego biznesu, tylko nauke, zwlaszcza jak sie poczyta >> biografie wielkich naukowcow to ta kwestia jest smieszna (bez obrazy) > > Kasa jest zerowa w porownaniu z wydatkami i w kontekscie, ze wielu > doktorantow ma juz swoje rodziny. I jest demoralizująco niska w porównaniu z zarobkami w przemyśle. Różnica rzędu 5 razy to po prostu zbyt wiele. Zbyt wiele osób znam które zrezygnowały właśnie z powodu nędznych dochodów. [...] >> d) jest mozliwosc zdobycia stypendium naukowego i grantow > > Granty nie sa rozpatrywane na pierwszym roku, bo trzeba miec otwarty > przewod, co nastepuje zazwyczaj po drugim roku, czyli tak naprawde > gran masz na ostatnim roku. Granty promotorskie. Te zresztą nie są jakieś duże. Ale są i inne granty i jak się okazuje wcale nie nieosiągalne. Trzeba, jak to się mówi, za tym pochodzić i samemu poszukać i się podowiadywać. Sam znam przykład trójki magistrów, z których jedno było wówczas na pierwszym roku doktoranckich, drugie pracownikiem tzw. technicznym instytutu PAN, trzecie pracownikiem instytucji nienaukowej dopiero przyjętym na studia doktoranckie (jeszcze nie rozpoczęte). Dostali normalny grant ministra nauki (dawniej KBN). >> Duzo wiekszy wplyw (negatywny) niz male pieniadze (bo sie zgadzam ze >> sa male, tyle ze nie "za male") > > Definitywnie zamale i za trudno organizowac wsparcie. Np. bez grantu > ciezko kupic oprogramowanie i sprzet potrzebny doktorantowi. > Rowniez ciezko finansuje sie oplaty za publikacje i konferencje. > Z grantem jest lzej ale tak jak mowie srednio to dotyczy ostatniego > roku. Tu bardzo wiele zależy od promotora i od samej uczelni (a raczej od wydziału/instytutu). Trafiają się tacy promotorzy w takich miejscach (jak najbardziej państwowe uczelnie) że finansują wyjazdy na konferencje, itd... > >> jest dydaktyka. Albo to sie robi porzadnie i czesc badawcza jest w plecy, > > To zalezy od tego jak dydaktyka laczy sie z tematem pracy. Poza tym studia doktoranckie w placówce dydaktyczno-naukowej mają za zadanie przygotowac także przyszłego wykładowcę. Tego też nie można pominiąć. pzdr \SK |
|
#43
|
|
|
|
|
On Fri, 12 Mar 2010 17:37:56 +0100, Sebastian Kaliszewski
<s.bez_spamu> wrote: >> Kasa jest zerowa w porownaniu z wydatkami i w kontekscie, ze wielu >> doktorantow ma juz swoje rodziny. Chcacemu nie dzieje sie krzywda. >I jest demoralizujÂąco niska w porównaniu z zarobkami w przemyÂśle. >Róznica rzedu 5 razy to po prostu zbyt wiele. Zbyt wiele osób znam które >zrezygnowaly wlaÂśnie z powodu nedznych dochodów. Stypendium doktoranckie jest jaka sama nazwa wskazuje stypendium, a nie dochodzem zarobkowym. >>> jest dydaktyka. Albo to sie robi porzadnie i czesc badawcza jest w plecy, >> >> To zalezy od tego jak dydaktyka laczy sie z tematem pracy. > >Poza tym studia doktoranckie w placówce dydaktyczno-naukowej majÂą za >zadanie przygotowac takze przyszlego wykladowce. Tego tez nie mozna >pominiÂąc. Jezeli maja przygotowac wykladowce, to gdzie sa probne wyklady? Nie ma ich -- doktorant odwala czarna robote na cwiczeniach. Po drugie, np. ja prowadzilem cwiczenia przygotowujac jedno zadanie domowe tygodniowo i jeden sprawdzian. Czyli co tydzien mialem do sprawdzenia 30 prac -- nawet jesli to sie laczyloby z tematem pracy (fikcja) to i tak jest to duza porcja pracy do wykonania. Efekt byl taki, ze w semestrze kiedy mialem zajecia po prostu wlasna prace mialem zamrozona. Jasna, mozna i jest to legalne zrobic jedno kolokwium na semestr i dac jedna prace zaliczeniowa srednio sie przejmujac, czy to praca wlasna czy zrobiona przez kogos zdolniejszego i taki tryb jest powszechny wlasnie na uczelniach. Nie uwazam tego jednak za uczciwe. milego dnia, hej |
|
#44
|
|
|
|
|
On Fri, 12 Mar 2010 12:43:12 +0100, Marek Borowski
<marek_remove_> wrote: >Prosze Cie, przekaz jest oczywisty, wypowiadaja sie osoby nieposiadajace >tytulu dr trudno oczekiwac iz powiedza ze doktorat to super sprawa wazna >itp. Nie zrobilem dr, ale kazdemu mowie (w tym sobie), ze dr warto zrobic. Nawet glodujac podczas tych studiow. Powod jest prosty -- poswiecajac 4 lata po studiach mozna uzyskac cos potencjalnie cennego, jak minie 10 latek i kogos wtedy olsni, ze moze dr by sie przydal, to niestety -- jest juz za pozno. Wiec krotko -- lepiej sie "poswiecic" i zrobic ten dr, niz pozniej zalowac, ze mamy pozamykane drzwi do niektorych sciezek "kariery". Co nie znaczy, ze bez dr. nie mozna sie spelnic "zawodowo" w zyciu! Mowie tu o przecietnej osobie, w sensie, nie jest dziedzicem ogromnej fortuny, nie ma plecow i wtyk i tym podobne. milego dnia, hej |
|
#45
|
|
|
|
|
Witam,
> Stypendium doktoranckie jest jaka sama nazwa wskazuje stypendium, a > nie dochodzem zarobkowym. Ale to jest sprzeczne z wymogiem nie pracowania. Jesli stypendium jest oblozone klazula nie pracowania, to staje sie dochodem. Pozdrawiam, |
|
|
|
|
| Podobne wątki | |
| doktorat Witam, czy warto wpisywac do cv, ze jest sie uczestnikiem studiow doktoranckich? Bo od dwoch pracodawcow uslyszalam, ze to moze odstraszac. Jak myslicie? Pozdrawiam Deni |
|
| Doktorat Jestem studentem czwartego roku Zarządzania i Marketingu systemem zaocznym. Chciałbym rozpocząć pisanie pracy doktorskiej, aby po skończeniu studiów być o te kilka lat do... |
|
| doktorat Witam, chciałabym zrobić doktorat z psychologii ale zupełnie nie wiem jak do tematu podejść. Pls o sugestie... pozdrawiam, Jana |
|
| Doktorat Witam W związku z tym, że lubię się dokształcać (= uczyć się:), mam do Was kilka pytań nt.: jak wygląda "robienie" doktoratu z nauk (dyscyplin) ekonomicznych: 1) w sposób... |
|
|
Czasy w strefie GMT. Teraz jest 23:05. | Privacy Policy
|